• Wpisów:567
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 14:13
  • Licznik odwiedzin:45 027 / 2683 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 

Spotkali sie kiedy ONA wyjechała na wakację nad Bałtyk.ON facet idealny.Ciemna opalenizna,krucze włosy,pełne usta i świetna sylwetka.Ona ciemnowłosa piękność niezdająca sobie sprawy ze swojego wyglądu i tego jak wszyscy faceci na nią lecą.Pewnego razu opalała sie razem z przyjaciółkami na plazy kiedy to podszedł i ją zagadał.Umuwili sie na lody po południu.Dziewczyna miała obawy co do tego czy ma u niego jakieś szanse.ubrana w najlepsze ciuchy poszła na spotkanie z nieznajomym.Rozmawiało im sie idealnie.On imponował jej swoją wiedza o świecie i tym ile już odbyl podróży.Dowiedziała sie że jest od niej starszy zalednie o 2 miesiące.Chłopak również poczuł że to nie jest zwykła dziewczyna. Po wspólnym spacerze odprowadził ją pod domek w którym się zatrzymała.Pocałował ją a ona nie wiedząc czemu zaprosiła go do środka.Zaczeli sie kochać.Dziewczyna czuła wielkie wyrzuty sumienia bo przeciez go w ogóle nie zna a jednak przyciąga ich ku sobie.On czuł sie przy niej szczęśliwy i spełniony.Następnego dnia umówili sie na wieczór aby wybrać się do kina. Przedtem przed południem wybrała sie z koleżankami na plaże i opowiadała im o tym co działo się w nocy.On szedł razem z kolegami w ten usłyszała głos jedengo z nich:"-Ty patrz,a to nie ta laska o którą był zakład ze masz ją przelecieć?Ale jaja że ją tu widzimy" usłyszała to bardzo wyrażnie i widziała jak jego oczy wpatrują sie w jej.Czuła upokorzenie na i wstyd.Pomyliła sie co do niego tak bardzo.Chopak próbował ją zatrzymac i wytłumaczyć ale ta uciekła.Wróciła do domu tego samego dnia i nie widział ją nigdy więcej.Przyszedł pod jej dom o umówionej godzinie aby jej powiedzieć że ten zakład został anulowany zaraz po tym jak spojrzał pierwszy raz w jej oczy...

 

 

Zakład psychiatryczny, oddział zamknięty dla uzależnionych, sala numer 309. -Jak się dzisiaj czujesz? – zapytał doktor Szudarek, specjalista od uzależnień. -Bez szału…- odpowiedziała z małym entuzjazmem w głosie Róża. Ta 18 letnia dziewczyna przebywa na tym oddziale od miesiąca. Do tej pory nie było z nią żadnego kontaktu. Dopiero od kilku dni zaczęła rozmawiać z lekarzem. -Ładna dzisiaj pogoda, może wyjdziemy na spacer? – zapytał doktor. Dziewczyna twierdząco skinęła głową i wyszli. Początkowo panowała cisza, którą niespodziewanie przerwała Róża. -Ja go naprawdę kochałam… Lekarz nie powiedział ani słowa, tylko spojrzał ze zdumieniem na dziewczynę. -To wszystko zaczęło się w wakacje, gdy zdałam do trzeciej klasy liceum. Razem ze znajomymi poszłam na imprezę. Wtedy poznałam Krzysztofa. To była taka trochę miłość od pierwszego wejrzenia. Wszystko mi się w nim podobało i wydawał mi się taki w ogóle idealny, taki bez wad. Pamiętam jak ciepło na mnie spojrzał, kiedy nas sobie przedstawiano. Już następnego dnia umówiliśmy się na spotkanie. Byłam taka trochę niemrawa po tej imprezie pewnie też nie najpiękniej wyglądałam, nawet rozbawiło mnie trochę, jak powiedział, że ładnie wyglądam. Nie mogłam ładnie wyglądać z podkrążonymi i zaczerwionymi oczami. Mało się wtedy znaliśmy, ale gadka się nam kleiła. To były jego najdłuższe wakacje, od października zaczynał studia. Dostał się na filozofię, w sumie to tak nawet do niego pasowało. Jak coś opowiadał to wkładał w to całe swoje serce i w związku z tym jego historii chciało się słuchać. W tym momencie Róża zamilkła. Spuściła głowę a po policzkach popłynęły jej łzy. Lekarz chciał ją przytulić, ale pomyślał, że lepiej zrobi nie dotykając jej. Róża zaczęła mówić dalej. -Widywaliśmy się codziennie. On w październiku zaczął studia. Był bardzo szczęśliwy. Każdego dnia po zajęciach przychodził do mnie, opowiadał co robili ze znajomymi. Wszystko zaczęło się od imprezy integracyjnej jego roku. Zabrał mnie na nią. Pamiętam, że strasznie się wtedy denerwowałam, bo chciałam, żeby jego znajomi mnie polubili. Spotkanie było w jakimś studenckim klubie. Później jego koledzy zapytali czy wyjdziemy z nimi na zewnątrz. Krzyś złapał mnie za rękę i wyszliśmy. On już chyba wiedział po co tam idziemy. Wtedy jeden z nich wyciągnął blanta. Spanikowałam lekko, ale nie chciałam wyjść na kretynkę, więc kiedy kolejka doszła do mnie wzięłam hita. Spodobało mi się to. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to największe bagno, które tak zrujnuje mi życie. Od tego momentu coraz częściej spotykaliśmy się na takich właśnie imprezach. Tu znowu przerwała. Wiedziała jednak, że musi dokończyć tę historię. Nie chciała już dłużej tłumić tego w sobie. -To wszystko było super dopóki były pieniądze. Rodzice zorientowali się, że coś jest nie tak i przestali dawać mi kasę, której potrzebowałam coraz więcej. Bo amfa jest droga a i ona przestała nam już wystarczać. Zaczęliśmy sięgać po coraz gorsze narkotyki. Wtedy zaczęło mi gorzej iść w szkole, zawaliłam matematykę i powiedziałam rodzicom, że potrzebuję korepetycji. W tym momencie pojawił się Marek. Miał mi pomóc z matmą. Na początku tak właśnie było, ale później to on płacił mi a nie ja jemu. Oczywiście Krzyś nic nie wiedział. Zastanawiał się tylko, skąd mam kasę, ale przecież nie mogłam mu powiedzieć, że puszczam się ze starym facetem, który ma żonę i dwoje dzieci. Na pewno by tego nie zrozumiał. Za każdym razem wymyślałam nowe historyjki. Tak zaczęłam go okłamywać. Na początku było trudno, bo nie chciałam go oszukiwać, chciałam być lojalna wobec niego, ale wiedziałam, że to pomoże nam obojgu. Wtedy nie wyobrażałam sobie życia na trzeźwo. Każdego dnia musieliśmy przyćpać. Było nam jedno co, byle tylko oderwać się od rzeczywistości. Takie moje podwójne życie trwało jakieś pół roku. Później straciłam nad tym kontrolę. Przestało mi się to wszystko podobać, ale wiedziałam, że jak skończę z Markiem to nie będzie kasy a Krzysia za bardzo kocham, żeby od niego odejść. Któregoś dnia na „korepetycjach” przyłapała nas jego żona. Nie było za fajnie. Szybko uciekłam. Później to on przyjeżdżał do mnie. Kiedy się zaczęłam wykręcać ze spotkań z Markiem, zmuszał mnie do bycia z nim na siłę, często mnie nawet bił. Kochałam tylko Krzysia i nie chciałam go dłużej oszukiwać. Wiedziałam, że Marek dostał ostatnią szansę od swojej żony. Postanowiłam zadzwonić do niej i powiedzieć, że Marek mnie nadal prześladuje. Miałam nadzieję, że to coś zmieni. Ale było odwrotnie. Marek zaczął nachodzić mnie w domu. Nie wiedziałam jak się z tego wykręcić. Żona wyrzuciła go z domu, więc było mu już wszystko jedno. Któregoś razu gdy był u mnie Marek, przyszedł Krzyś i został nas razem. Nie było nawet co tłumaczyć. To co zobaczył pozwoliło mu wszystko zrozumieć. Róża przestała mówić, jej twarz zalana była łzami. Doktor Szudarek podał jej chusteczkę i poprosił aby kontynuowała dalej. To były jego jedyne słowa, jakie wypowiedział, przez cały czas opowieści Róży. Był strasznie przejęty tą historią. Jako psychiatra pracował od 15 lat, słyszał wiele różnych historii, ale ta tak bardzo go poruszyła, że chciał pomóc tej biednej dziewczynie. Róża milczał. Dopiero, kiedy ochłonęła i się uspokoiła zaczęła kontynuować. -Dwa dni później zadzwoniła do mnie siostra Krzysztofa – Katarzyna. Powiedziała, że zostawił dla mnie list. Bałam się tego listu. Po naszym ostatnim spotkaniu Krzyś wyszedł zdenerwowany i nie odezwał się do mnie przez te dni ani słowem. Poszłam po ten list. Jego siostra powiedziała, że Krzysia nie ma od wczoraj w domu, była bardzo zdenerwowana. Zaczęłam czytać. Krzyś napisał, że byłam dla niego całym światem i dla mnie chciał być lepszy, skończyć z nałogiem i zacząć nowe życie. Ale widział jaka jestem szczęśliwa, więc chciał trwać ze mną w tym szczęściu. „Chciałem oglądać Ciebie do końca moich dni a teraz jeśli chcesz zobaczyć mnie przyjdź na most”. Od razu wiedziałam o który most chodzi. To tam byliśmy na pierwszej randce, a później często tamtędy spacerowaliśmy, to był taki „nasz most”. To co tam zobaczyłam odmieniło moje życie. Wtedy zrozumiałam, że siedzę w tym wszystkim i nie potrafię normalnie żyć. Ale teraz nie mogę już normalnie żyć, bo niby jak, kiedy Krzysia już tutaj nie ma. Przy moście stała policja i karetka. Odcięli sznurek i zapakowali moje życie do czarnego worka. Bolało mnie to, że nie zdążyłam mu wszystkiego wytłumaczyć, ani przeprosić za moje błędy. Sięgnęłam szybko po telefon, zadzwoniła do jednego z „kolegów” Krzysia. Poprosiłam tylko o najlepszy towar jaki ma. Po 15 minutach trzymałam go w ręku. Chciałam zapomnieć o wszystkim, skończyć z samą sobą. Resztę historii to chyba pan zna lepiej panie doktorze. Kiedy się obudziłam byłam już w białym pokoju 309. Żałuję, że w ogóle żyję… Doktor był zszokowany tą opowieścią, nawet nie mógł nic powiedzieć. -Razem z Krzysiem umarło całe moje życie. Bo to co mi z niego zostało, nie można nazwać życiem. Na tym zakończyli tę rozmowę. Doktor odprowadził Różę do pokoju. Kiedy miał zamykać drzwi odwrócił się i dodał: -Róża Twój Krzysztof tak naprawdę nie odszedł, bo zostawił ci coś, co zawsze będzie ci o nim przypominało. Urodzisz dziecko, więc masz dla kogo żyć i dla kogo być lepszą osobą. Róża była bardzo zaskoczona tą informacją, ale na jej twarzy pojawił się pierwszy od śmierci ukochanego uśmiech. -A więc teraz mam dla kogo żyć…

 

 

Po cichej uliczce wielkiego miasta szedł sobie drobny staruszek, powłócząc nogami w jesienne popołudnie. Zeschłe liście przypominały mu każde przeszłe lato. Przed sobą miał długą, samotną noc w oczekiwaniu na kolejny czerwiec. Aż nagle w stercie liści w pobliżu sierocińca, mała kartka papieru zwabiła jego wzrok. Zatrzymał się więc i podniósł ją trzęsącymi się dłońmi. Czytając dziecinne literki, starzec wybuchnął płaczem, bo słowa paliły jego wnętrze niczym piętno. "Kimkolwiek jest ten, kto to znalazł, niech wie, że go kocham. Kimkolwiek jest ten, kto to znalazł, niech wie, że go potrzebuję. Nie mam nawet z kim zamienić słowa, Więc ten, kto to znajdzie, niech wie, że go kocham!" Oczy staruszka spoczęły na budynku sierocińca i dostrzegły małą dziewczynkę z nosem smętnie przyklejonym do szyby. I wiedział już, że wreszcie znalazł przyjaciółkę, więc pomachał do niej i posłał jej jasny uśmiech. Oboje wiedzieli też, że spędzą zimę razem, naśmiewając się z deszczu. Naprawdę spędzili zimę, śmiejąc się z niepogody, rozmawiając przez płot i obsypując się drobnymi podarkami, które dla siebie zrobili. Staruszek rzeźbił dla niej przepiękne zabawki, dziewczynka zaś rysowała mu obrazki, na których piękne panie spacerowały w słońcu i zieleni drzew, i oboje dużo się śmiali. Lecz dnia pierwszego czerwca dziewczynka podbiegła do płotu, by pokazać starcowi swój nowy rysunek, a jego tam nie było. Przeczuwała jakoś, że on już nie wróci, pobiegła więc do pokoju, wzięła kredki i papier i napisała... "Kimkolwiek jest ten, kto to znalazł, niech wie, że go kocham. Kimkolwiek jest ten, kto to znalazł, niech wie, że go potrzebuję. Nie mam nawet z kim zamienić słowa, Więc ten, kto to znajdzie, niech wie, że go kocham!"

 

 

VII. -Dokąd teraz? -Na cmentarz. - odpowiedział czekając na moją rekację. -Znów? -Zobaczysz coś. - powiedział obejmując mnie ramieniem. Szliśmy w milczeniu co chwila zerkając na siebie. Wiedziałam, że Damian słyszy to co myślę więc nie musiałam zbyt dużo mówić. Myślałam o tym po co idziemy na cmentarz po raz kolejny. Kto tam będzie. Czy będzie bardzo źle. Czy znowu uświadomię sobie, że jestem beznadziejna, że przeze mnie tylu ludzi cierpi. Ludzi, których kocham. Nawet w tym momencie uświadomiłam sobie, że chyba kocham mojego brata. Nie mieliśmy nigdy zbyt dobrych kontaktów, ciągłe kłótnie, walki o względy rodziców, wypominanie sobie, kto co dostał lepszego. Teraz przed oczami miałam jego smutek, kiedy siedział z mamą w moim pokoju. Chciałabym wiedzieć co wtedy myślał. Czy tęsknił? Czy ten smutek to może raczej był z powodu cierpienia mamy? Czy miał może ... -Kocha cię. Tak szczerze, jak powinien kochać starszy brat młodszą siostrę. -Ej, nie słuchaj. - zaśmiałam się, jednak oboje wiedzieliśmy, że chciałam żeby słuchał, aby dał jakieś słowo otuchy. -Tego się nie da wyłączyć. - wzruszył ramionami i zrobił komiczną minę. Zobaczyłam w oddali dwie sylwetki, siedzące przy moim grobie. Starałam się wytężyć wzrok, jednak nic z tego, nadal nie mogłam dojrzeć kto przyszedł "mnie" odwiedzić. -Zaraz zobaczysz. - szepnął zalotnie Damian, wiedząc, że mnie zirytuje. Zbliżając się, rozpoznałam tych dwoje. Klaudia i On. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że nie używam Jego imienia. Nie chcę ? Boję się? Nie wiem. Nawet nie zauważyłam momentu, w którym Damian stanął w miejscu, a ja przez długą drogę szłam sama. -Idź. - powiedział dostatecznie głośno. -Dlaczego sama? -Nie mogę pomagać. - tak bardzo lubię ten jego uroczy uśmiech. Zobaczyłam, że kieruje się w stronę schodów. -Gdzie leziesz? Nie możesz mnie tutaj tak zostawić. - nie słuchał. - No kurwa wracaj ! Zniknął. Wiedziałam, że słyszy to co myślę. Wyzywałam go w myślach. Nie byłam gotowa, żeby zostać tutaj sama. Nie wiedziałam co mam robić. Stałam w miejscu tępo wpatrując się w Klaudię i ... . Co mam robić? Co myśleć? Jak nimi kierować? Zrozumiałam, że jestem zupełnie bezradna. Zrobiłam krok w przód. Pierwszy krok był tym najtrudniejszym. Potem poszło łatwo. Podeszłam do nich i przysłuchiwałam się rozmowie. Klaudia: Bardzo tęsknisz? On: Jak cholera. Gdybym pozwolił jej odejść wtedy gdy chciała, była by teraz szczęśliwa z innym. A nie .. dwa metry pod ziemią. Klaudia: Nie miałeś wpływu na jej słabą psychikę. Nie twoja wina, że nie byłeś w stanie pokochać jej tak mocno jak ona ciebie. On: Gdybym wtedy nie ustawił tego jebanego opisu. Gdybym najpierw zakończył wszystko z nią, żyłaby. Mogłaby być z Arturem. Jedynie z nim była w pełni szczęśliwa. Tylko on mógł zapewnić jej to, czego nie mogłem ja. Klaudia: Bolało cię jak widziałeś ich szczęśliwych. Chciałbyś tak znowu? On: Bolało mnie to, że ona nie była ze mną tak szczęśliwa jak z nim. Przy mnie nigdy się nie uśmiechała tyle co przy nim. Nigdy mnie nie przytulała tak jak jego. Klaudia: To dlaczego wybrałeś inną, a nie ją? On: Nie zaufałaby mi. Można powiedzieć, że później ją wykorzystałem jako pakiet pocieszający po stracie Dominiki. Nie przestałem jej kochać, ale tak silne uczucie jakie było przed poznaniem Dominiki wróciło. Najbardziej boli to, że obiecałem jej, że nigdy już nie zostawię. Ona zrobiła to samo. Tylko kurwa, dlaczego ona zawsze musiała być taka idealna i dotrzymywać tych obietnic, a dlaczego ja muszę być takim nic nie wartym chujem, żeby łamać każdą przysięgę, każdą obietnicę daną kobiecie mojego życia. Zablało. Nie chciałam żeby tak o sobie mówił. Nie był chujem, tylko człowiekiem bez honoru. Wielka różnica. Nie mogłam Go zmusić do tego, żeby ze mną był. Nawet nie chciałam zmuszać. Nie chciałam związku z litości. Teraz nawet nie wiedziałam, że On mnie tak mocno kochał. Mocno, ale nie dostatecznie mocno. Nie tak bardzo jak ja Jego. Nie mogę zrozumieć jednego. Skoro mnie kochał to dlaczego był z Dominiką? z Kasią ? Dlaczego ?! Hmm. W sumie plusem, choć może nie można by tego nazwać plusem, było to, że za każdym razem gdy miał inną nie zrywał ze mną. To coś znaczyło? Że mimo to kochał? Można kochać dwie osoby na raz partnerską miłością? W tym potoku myśli zapomniałam, że obok mam dwie najważniejsze osoby w moim życiu. Nie słuchałam ich rozmowy. Nie wiem co mnie ominęło. Klaudia: Myślisz, że jest tam szczęśliwa? On: Jest z Damianem. Więc na pewno jest. Zawsze jest szczęśliwa beze mnie. Nigdy nie byłam szczęśliwa bez niego. Z nikim nigdy nie byłam tak szczęśliwa jak z nim. Mimo tych wszystkich zdrad, kłótni, sprzeczek. Często nam mówili, że jesteśmy jak stare małżeństwo. Po każdej burzy nadchodziło słońce. Często się kłóciliśmy, ale oboje dobrze wiedzieliśmy, że robimy to po to by się znów pogodzić. Godzenie się było najlepsze. Zawsze się Klaudia z nas śmiała. Mówiła, że potem jest między nami taka słodka relacja, że można haftować. Nagle zauważyłam, że nie ma już Klaudii. On miał w ręce kartkę z umówioną datą i godziną. Miałam nadzieję, że jest tak jak chciałam. Że umówili się i postarają się w sobie zakochać. Będą żyć szczęśliwie beze mnie. On: Nie będziesz zła, no nie? Ona mnie rozumie. Cierpimy chyba tak samo. No może ja troszkę bardziej. Myślę, że fajnie będzie spotkać się z kimś, kto wesprze, pomoże. Zresztą sama chciałaś, żeby Klaudia się mną zaopiekowała. Milczał przez chwilę. Z jego oczu płynęły potoki łez. Słyszałam, jak w myślach przeklinał sam siebie, że płacze przy mnie, że nie powinien tego robić. Twierdził, że facet to ma być facet, a nie że się rozkleja. Zaśmiałam się. Usiadłam obok niego obejmując ramieniem. Znów to zimno, które odczuł spowodowało "gęsią skórkę" na jego ciele. Powiedział, że musi już iść. Byłam w szoku, że "rozmawiał" z moim grobem (jeśli można tak powiedzieć) tak jak ze mną. Nagle potoki łez nasiliły się. Bałam się, nie wiedziałam o co chodzi. "Kocham Cię Aniołku", powiedział dotykając delikatnie dłonią zdjęcie na moim nagrobku. Uśmiechnęłam się mimowlonie widząc miłość w jego oczach. "Ja Ciebie też", pomyślałam nie spodziewając się odpowiedzi: "wiem". Sam wydawał się zaskoczony tym co powiedział. Odszedł.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 

VI. -Chcesz go zobaczyć? - zapytał nadal mnie przytulając. -Nie. -Chodź. -Nie chcę. Złapał moją rękę i pociągnął mnie w stronę schodów. Poszłam za nim. -Dokąd teraz? -Do jego domu. W mojej głowie było tysiące myśli. Co zrobię jak go zobaczę? Czy on poczuje to, że jestem obok niego? Czy zmienił się coś z wyglądu? Czy nadal w jego pokoju jest moje zdjęcie? -Nie myśl tyle o nim, bo mi łeb pęka. - szturchnął mnie w ramię. -To nie słuchaj. -Uwierz, że wolałbym nie słuchać tego, że kochasz jego. Miałem nadzieję, że jednak choć trochę mnie kochasz. Teraz już wiem, że nie. -Zamknij się. -powiedziałam patrząc na niego morderczym wzrokiem. -Uwaga wchodzimy. - powiedział mocno ściskając moją rękę. -Poczekaj. - przystanęłam. -Boję się. -Nie bój się. Zrobiłam krok do przodu. Poczułam dziwne ciepło. -Czujesz? - zapytał Damian. -Co? -Ciepło. -Skąd wiesz? -Zaraz usłyszysz jego myśli. Też tak miałem jak przyszedłem z babcią do ciebie po mojej śmierci. Pamiętam jak mówiłaś sobie w myślach, że to twoja wina, że wjebałem pod tego tira. Bolało to wtedy. Nie była to twoja .. -Cicho. - powiedziałam, wskazując ręką na niego. Siedział na kanapie ślepo patrząc przed siebie. - On tak zawsze? -Prawie. -Hm? -Jeszcze w między czasie się najebie, zaćpa, pójdzie na cmentarz. -On? Alko? Dragi? Nie. Nie on. Znienacka złapał moją głowę i odwrócił w stronę jego biurka. Stały tam butelki po różnych procentowych trunkach, gotowe skręty i kilka torebek foliowych z białymi kryształkami. -Idź. - popchnął mnie w Jego stronę. Z każdym krokiem kiedy zbliżałam się do niego czułam narastające ciepło. -Moja wina. Kurwa moja wina. - usłyszałam. -To on? - zapytałam Damiana. Pokiwał twierdząco głową. -Nie twoja. - powiedziałam, łapiąc go za rękę. -Jego. - popatrzyłam na Damiana piorunującym wzrokiem. Nagle poczułam jak drgnął ręką. W miejscu gdzie znajdowała się wcześniej moja dłoń miał "gęsią skórkę". Dotknął delikatnie, a jego oczy były wielkości pięciozłotówki. -Wystraszył się. - powiedział Damian. Dopiero teraz zobaczyłam jego obojętną pozycję. Stał oparty o ścianę bawiąc się palcamy byleby tylko nie patrzeć na ból w moich oczach. Wiedziałam, że go zraniłam. Wiedziałam doskonale. A on wiedział, że nie mogłam dłużej z nim żyć. Z nim i świadomością tego jak się mną bawił. Starałam się sobie wmówić, że to nie jego wina, że się zabiłam. Z reguły nic z tych starań nie wychodziło. Popatrzyłam na niego i zauważyłam łzę w jego oku. -Kochanie... - ucałowałam lekko jego policzek, i w tym samym momencie łza pociekła po jego policzku. - Nie rób mi tego. Nie płacz przeze mnie. Kurwa nie. - pomyślałam spoglądając na swoje ręce, które w dziwny sposób zaczęły się trząść. Nie mogłam się uspokoić. Bolała świadomość, że ktoś, kogo kocham nad życie płacze przeze mnie. Po raz kolejny usłyszłam jego myśli : "Oddałbym wszystko, żebyś tu była. Żebym jeszcze raz mógł wziąć cię na kolana i powiedzieć jak bardzo kocham. Jeszcze raz chciałbym rozczesać twoje włosy po kąpieli. Zobaczyć twoją fryzurę, gdy rano wstajesz. Tylko raz. " -Chodź już. - powiedział Damian, wyciągjąc rękę w moją stronę. -Dokąd? -Zobaczysz. -Wrócimy? - zapytałam, a on pokiwał głową. Złapałam Go jeszcze raz za rękę. "Kocham Cię", wyszeptałam przytulając go. -Fuj, jak romatycznie. Rusz tyłek. - chciał tym w miarę żartobliwym tekstem mnie rozchmurzyć. -Dawaj łapkę, łajzo. Ruszyliśmy w kierunku schodów.

  • awatar Gość: Przeczytałam wszystko. Pięknie i smutne - daje do myślenia.
  • awatar sadday: przeczytałam wszystkie te częsci. wzruszyły mnie...
  • awatar Moja szafunia...: Zapraszam do przeglądania moich ofert :) Duży wybór sukienek!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 

V. -Boję się. - powiedziałam Damianowi gdy wchodziliśmy po schodach. -Nie masz czego. Trochę dziwnie patrzeć na swój nagrobek, ale da się przeżyć. -Przeżyć? -Ironizuję troszkę. Da się wytrzymać. Szliśmy dość długo po schodach, a jeszcze dłużej na cmentarzu. Dziwnie się czułam wiedząc że idę nad swój własny grób. Gdy szliśmy zastanawiałam się czy duchy tak właściwie mają jakieś uczucia. Czy to, że "czuję" tą tylko siła charakteru i umysłu. Mogło to być po prostu jakieś przenośne, fikcyjne uczucie. Nawet nie byłam pewna czy myślę. W pewnym momenie nawet pomyślałam, że to co przechodzę to po prostu sen i zaraz się obudzę. -Nie śni ci się to.-wyrwał mnie z zamyślenia Damian. -Skąd wiesz o czym myślałam? -Od dnia mojej śmierci wiedziałem o czym myślisz. Byłem zawsze obok ciebie, ale nie chciałem żebyś poczuła. Starałem się nakierować cię na dobrą drogę, kiedy widziałem jak ten przez którego to zrobiłaś całuje się z inną. Robił to często. To, że czasem miałaś w myślach, to że on cię zdradza to była moja zasługa. Chciałem, żebyś w końcu zrozumiała, to że zasługujesz na kogoś lepszego. Pamiętasz jak w tym dniu, w którym popełniłaś samobójstwo dostałaś esemesa którego nie przeczytałaś? Gdy pisał tego esemesa w jego podświadomości działałem ja. Chciałem, żeby napisał, że kocha tylko ciebie. Bo tak było i jest. On kocha tylko ciebie, a tamte były tylko przygodą. Chciałem cię mieć przy sobie, ale miałaś najpiękniejsze lata swojego życia przed sobą. -Dlaczego ja nie słyszę twoich myśli? -Możesz usłyszeć myśli tylko tej osoby, którą najbardziej kochasz, tej która jest dla ciebie najważniejsza. - uśmiechnął się uroczo. -Od jak dawna... -Od jak dawna kocham? Odkąd cię znam. Dzięki tobie uwierzyłem w miłość od pierwszego wejrzenia. Dzięki tobie uwierzyłem w miłość. Bolało to jak on cię ranił, a ty mimo wszystko tak ślepo mu ufałaś. Przeraziła mnie wtedy twoja siła woli, jak nie przeczytałaś tego esemesa. Starałem się, błagałem, żebyś wzięła do ręki ten cholerny telefon i przeczytała to co on napisał. Wiedziałem, że tylko z tym skurwielem będziesz szczęsliwa ... Damian mówił coś dalej, a ja myślałam tylko o tym jak on się teraz trzyma. Czy tęskni chociaż trochę. Doszliśmy do grobu na którym było wypisane moje imię i nazwisko. Dwie daty. Zdjęcie. -Obok ciebie. - uśmiechnęłam się, do Damiana patrząc na jego nagrobek. -Chciałem, żebyś była obok. A twoi rodzice mi w tym pomogli. Parę minut później zobaczyłam Klaudię zapalającą znicz. Dużo ich było. Dużo świeżych róż. -Skąd te róże? -On. -Po co? -Marzył o przyszłości z tobą. Przysiągł sobie, że róże będzie przynosił tak długo, jak długo będzie cię kochał. Ja już wiem, że świeżą różę bedziesz miała tutaj do końca jego dni. On nigdy nie przestanie cię kochać. Prosił twoich rodziców, że wrazie jego śmierci chce być z tobą, chce z tobą dzielić jeden grób. Przeszedł mnie dreszcz, kiedy mówił o jego śmierci. Nie chciałam żeby umierał. Chciałam żeby był szczęsliwy. Naszła mnie myśl, że gdybym pokierwała nim tak, żeby zakochał się w Klaudii, a ona w nim to może oboje by jakoś dali radę. Wiedziałam, że źle zrobiłam odbierając sobie życie. Szkoda, że za późno to rozkminiłam. Nagle przypomniałam sobie o tym, że jest tutaj Klaudia. Popatrzyłam na jej twarz, po której spływały łzy wielkości grochu. Popatrzyła na moje zdjęcie, w które następnie rzuciła kamieniem. -Głupia. Nienawidzę cię, słyszysz ?! N-I-E-N-A-W-I-D-Z-Ę! -Dlaczego ona tak mówi? -Zostawiłaś ją. Dobrze wiesz, że traktowała cię jak siostrę. Usiadłam obok niej na ziemi. Potknęłam jej ręki. Poczuła. Uśmiechnęła się. "Przepraszam", pomyślałam. -Nie wybaczę. - powiedziała odchodząc. -Wiedziala, że to powiedziałam? -W podświadomości. - powiedział przytulając mnie.

 

 

IV. Klaudia siedziala w kącie z jakąś grupą dziwnych ludzi. Byli dziwni o tyle, że aż schowałam się za Damiana. -Głupia.-zaśmiał się. -Oni cię nie widzą. Są tak zjarani, że nawet nie poczują tego, że tutaj jesteś. -Co ona z nimi robi? Przecież zawsze się brzydziła takimi ludźmi. Alkoholem. Narkotykami. Nie rozumiem. -To jest jej jedyny sposób, żeby poradzić sobie z tym, że straciła najlepszą przyjaciółkę. Weszła w to towarzystwo wtedy, kiedy chciała zrobić to samo co ty. Szukała dilerów i tak poznała ich. I tylko ty sterując jej umysłem możesz ją z tego wyciągnąć. -Jak? -Tylko ty to wiesz. Tylko ty ją znasz na tyle żeby wiedzieć jak jej możesz pomóc. Klaudia w tym momencie przymierzała się do wstrzyknięcia jakiegoś płynu w żyłę. "Nie rób tego. Nie możesz zniszczyć sobie życia do końca. Nie możesz kurwa!". Powtarzałam w myślach.-I co teraz? - zapytałam. -Podejdź. - polecił. Podeszłam i położyłam jej rekę na ramieniu. -Czuje? -Czuje. Teraz pomyśl co ma zrobić. Pomyślałam to samo co przedtem. Klaudia odłożyła strzykawkę. -Mela...-powiedziała cicho pod nosem. -Wie, że tutaj jesteś. Wie, że to ty chciałaś żeby przestała. Klaudia podniosła się i podeszła do drzwi. -Ty młoda, gdzie uciekasz? - zapytał najwyższy chłopak z grupy. -Nie mogę... -Hhahahaha. Ale pęka. - usłuszała za sobą głos jakiegoś grubego blondyna. -Gdzie poszła?-zapytałam Damiana. Wskazał ręką na schody, które znowu były inaczej ustawione. -Dokąd tym razem? -Na cmentarz. - powiedział, robiąc krok w stronę schodów.

 

 

III. Szliśmy wyjątkowo długo. Oboje milczeliśmy, ale nadal trzymaliśmy się za ręce. W końcu weszliśmy do dziwnego holu, gdzie było ... po prostu dziwnie. -Gdzie jesteśmy?-zapytałam mocniej ściskając jego rękę. Wskazał ręką na tabliczkę nad drzwiami wyjściowymi. Przeczytałam: "Szpital psychiatryczny w ... ". -Mieliśmy iść do taty, a nie tutaj. -Jedno nie wyklucza drugiego.- powiedział patrząc na mnie z litością. -Chodź zaprowadzę cię do taty. Stanęliśmy przed jakimiś drzwiami. -Zrób krok do przodu. - polecił. -Jak? Przecież drzwi są zamknięte. - powiedziałam patrząc na niego jak na głupka. -Zaufaj. No już maleńka, krok do przodu. - popchnął mnie lekko. Zrobiłam krok do przodu i ni stąd ni z owąd znalazłam się w sali. Było tam wielkie lustro i dopiero wtedy mogłam zobaczyć siebie całą. Miałam na sobie białe spodnie i białą koszulę do połowy ud. Byłam tak blada, że niemal przeźroczysta. Popatrzyłam na Damiana. On nie był aż taki blady i jego sylwetka nie odbijała się w lustrze. -Dlaczego jesteś inny? -Zależy od etapu życia pozaziemskiego na jakim się znajdujesz. Jesteś na tym najniższym więc jesteś najbledsza. Podszedł do mnie i odwrócił w stronę łóżka. -Tata... - popatrzyłam na mężczyznę przypiętego do tysięcy kabelków. Do łózka przytwierdzały go 4 ciemnogranatowe pasy. -Dlaczego..? -Byłaś córeczką tatusia. Nie był na twoim pogrzebie, bo z dniem twojej śmierci znalazł się tutaj. Kompletnie się załamał. Krzyczy, że mają go zabrać do ciebie. Nie wierzy w to, że ciebie nie ma. -Przecież mi wszystkiego zabraniał. Nie dawał kasy jak chciałam. Krzyczał po mnie. To dlaczego... ? -Kocha cię. Chciał dla ciebie jak najlepiej. Chciał abyś była bezpieczna. Podeszłam do łóżka i popatrzyłam na błędny wzrok taty. -On tak zawsze patrzy? -Nie. Teraz czuje ciebie i stara się wyszukać cię wzrokiem. Czuje twój specyficzny lawendowy zapach. Tata zaczął krzyczeć jakieś niezrozumiałe słowa. Nie miałam pewności że to nawet jest język polski. -Chodź. -Damian starał się zabrać mnie siłą z tej sali. - Pójdziemy zobaczyć jak radzi sobie Klaudia. Bałam się tego jak radzi sobie moja przyjaciółka. Udaliśmy się znowu do tego holu, a następnie na schody. -Teraz nie będzie niespodzianek typu psychiatryk? -zapytałam stawiając nogę na pierwszy schodek. -Też nie jest zbyt ciekawie. Szliśmy po schodach tym razem w dół. Weszliśmy to śmierdzącej piwnicy.

 

 

II. -Nie. Nie chcę na niego patrzeć. - cofnęłam się dwa kroki w tył, gdy byliśmy przed schodami. -Nie chcę żebyś patrzyła tylko na niego. Zobaczysz swoich rodziców, przyjaciółkę, nawet twój brat od dnia twojej śmierci ani razu nie poszedł do szkoły. Nikt sobie z tym nie radzi. - powiedział wyciągając rękę w moją stronę. -Tak właściwie to jak dlugo... - popatrzyłam znacząco na niego nie wiedząc dlaczego nie byłam w stanie użyć słów "nie żyję". -Dziś dokładnie dwa miesiące. Dlatego postanowiliśmy, że to najwyższa pora żebyś mogła przejść na stronę jasności. -Co muszę zrobić? -Możesz w pewnym stopniu sterować umysłami swych bliskich. Musisz pokierować nimi tak, aby każdy był szczęsliwy. Nikt nie ma prawa ci w tym pomóc. Musisz wiedzieć, że twoi bliscy będą się wbrew swojej woli sprzeciwiać temu w jaki sposób będziesz nimi sterować. Nie jest to mission impossible, ale bardzo trudna misja. Nawet nie zauważyłam kiedy jakimś cudem weszliśmy do mojego pokoju. Wszystko było tak jak tego dnia kiedy popełniłam samobójstwo. Na łóżku siedziała mama i brat. Trzymał mamę za rękę i od czasu do czasu ocierał jej łzy. Nagle mama podniosła głowę i popatrzyła tępo w naszą stronę. -Widzą mnie?- zapytałam przyjaciela zdezorientowana. -Nie, ale czują. Chciałaś żeby cię zobaczyli, dlatego twoja mama instynktownie spojrzała właśnie w tą stronę. Usłyszałam głos brata, który zapytał mamy czy coś się stało. -Nie, wydawało mi się, że tam jest. Że stoi i się nam przygląda. - powiedziała zanosząc się płaczem. -Widzisz? Będą w podświadomości wiedzieć, że ktoś ich kontroluje, ale nie będą mieli pewności, że to ty. -A gdzie tata? -Jesteś pewna, że chcesz go zobaczyć? -Tak, chodźmy. - podałam mu rękę i ruszyliśmy ponownie w stronę tych samych masywnych schodów tylko tym razem prowadziły w całkiem inną stronę.

 

 

I. Znów mnie zdradził. Jeszcze miał czelność się do tego przyznać. Był z nią od miesiąca. Tak. Zebrałam w sobie siłę i napisałam te trzy, najtrudniejsze dla mnie słowa: "Z nami koniec.", zamknęłam laptopa i poszłam do łazienki. Otworzyłam szafkę. Tą z lustrem i napisem: "Może po drugiej stronie jest lepiej.". Niby ironiczne, bo co ciekawego może być po drugiej stronie lustra? Po drugiej stronie tego mojego lustra były prawdziwe skarby. Żyletki, sprzęt, heroina, valium, amfetamina i jedna jedyna tabletka cyjanku potasu, która znaczyła dla mnie wszystko. Napisałam esemesa, w którym napisałam, że dłużej nie wytrzymam i muszę przejść na drugą stronę. Napisał, że mam się ogarnąć. Ostatnim esemesem jaki do niego napisałam był esemes, w którym poleciłam, żeby pamiętał, że zawsze go będę kochać, nawet tam gdzie trafia się po śmierci. Potem z dziwnym spokojem sięgnęłam po cyjanek. Ostatnie spojrzenie na mój pokój, zdjęcia bliskich i dłuższa chwila spędzona na przyglądaniu się jego zdjęciu, które zajmowało honorowe miejsce na szafce nocnej. Dostałam esemesa. Wiedziałam, że od niego. Bałam się, że napisał coś, co zmieni moje zdanie i będę nadal żyła w cierpieniu i nieufności do każdego osobnika płci męskiej. Wzięłam telefon do ręki, zacisnęłam mocno dłoń i wzięłam tabletkę, która raz na zawsze miała zakończyć mój ból psychiczny. Zobaczyłam ciemność. Nie mam pojęcia ile to trwało. Miałam wrażenie jakby tylko sekundę. Siedziałam w jakiejś ciemnej izbie. Czułam zapach kwiatów, trochę zapachu drewna i aromat jakiegoś pieczonego ciasta. Poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam mojego najlepszego przyjaciela, który zginął w wypadku 3 lata temu. Byłam zdziwiona, bo zazwyczaj w momencie, gdy mnie ktoś wystraszy słyszałam głośne bicie swego serca. Spuściłam głowę tak jakbym chciała zobaczyć to serce. Dotknęłam ręką miejsce, w którym powinnam poczuć jego bicie. "Nie dotykaj. I tak nic nie poczujesz. Twoje serce jest martwe, zupełnie tak jak ty.", powiedział kładąc dłoń na moim policzku. -Czyli mi się udało?-powiedziałam z lekkim uśmiechem spoglądając na swoje blade dłonie. -Nie do końca. Twoje ciało jest martwe, ale dusza nadal błądzi pomiędzy niebem, a ziemią. Zadałaś zbyt dużo bólu osobom, które cię kochają żeby przejść w jasność. Będziesz krążyć w ciemności tak długo, aż ten przez którego to zrobiłaś przestanie obwiniać siebie za twoją śmierć. -Ale jak? ... przecież on mnie nie chciał. Był z inną! - krzyknęłam. -Chodź, zobaczysz co uczyniłaś swoim egoizmem tym którzy cię kochają, a w szczególności jemu.- podał mi rękę i ruszyliśmy w stronę masywnych i wysokich schodów.

 

 

Ona-Oleńka-przeniosła się właśnie do jego szkoły.Była piękna.Marzenie każdego mężczyzny jednak ona nie zwracała uwagi na żadnego faceta.Nie chciała bowiem być z kimś,zakochać sie a później zostawić tego kogoś..tylko ona wiedziała co ją czeka za miesiąc,dwa bądź pół roku.. On-Andrzej-przystojny,dobrze zbudowany footbolista.Laski na niego leciały i pchały się jak ćmy do ognia. Jeździł sportowym motocyklem i często odwoził nim różne panienki do domu,po szkole. Los chciał że pewnego dnia Oleńka szła do szatni po skończonych lekcjach.Nagle zasłabła,oparła się o szawki i czekała aż jej to minie. Zobaczył ją Andrzej,podbiegł do niej i spytał sie:-Co Ci jest? Pomóc Ci?Mój Boze wyglądasz jak duch,jesteś taka blada... -To nic...zaraz minie. Ale tak naprawdę nie mijało. -Słuchaj dzisiaj przyjechałem samochodem,tak się składa że mieszkam niedaleko ciebie,chodź to cię odwiozę do domu. Uległa jego namowie bo nie chciała znów martwić swoich rodziców,oni i tak płaczą po nocach za dnia zaś nic po sobie nie pokazując.Próbują dodać jej sił,bezskutecznie.Przyjechali do jej domu,on poniósł ją na rękach do samego jej pokoju po czym został z nią gdy ta spała ponieważ nikogo nie było z jej rodziców w domu.Wtedy zobaczył że ona jest tak piękna i że jest inna niż laski w szkole.Podszedł do niej i ją pocałował.Ona zbudziła się.Oboje zmieszali się i zawstydzili.-Przepraszam ..-powiedział - Nic nie szkodzi..zwłaszcza że to był mój pierwszy pocałunek.. -Jest mi tak głupio...czuję jakbym cie wykorzystał,ale nie mogłem sie oprzeć tak pięknie wygladasz jak śpisz..-Dziękuje..-Słuchaj wiem że uważasz mnie za kretyna który zmienia laski jak rękawiczki ale proszę zostańmy parą.Dla ciebie się zmienię.. Uśmiechneła sie do niego po czym usneła...Mijały dni a oni byli szaleńczo w sobie zakochani.Aż pewnego razu ona zasłabła na wf tak,że przyjechała karetka.Zabrali ją do szpitala.Wtedy on dowiedział się że jest ciężko chora i że niedługo pewnie umrze.Wybiegł ze szpitala i obiecal sobie że da spokój Oleńce która jak widać bawiła się jego uczuciami.Tak wiec zrobił..Ona wyszła ze szpitala ale nie chodziła już do szkoły tylko leżała w łóżku. Leżała w nim czując że jej koniec jest coraz bliżej.Myślała o nim i o jego przysięgach że zawsze będzie ją miłował.Gdzie więc teraz jest?Umarła ze świadomością,że on tylko chciał sie popisac przed kumplami.Ona naiwna nie oddała przez 17 lat nikomu serca tylko jemu,a on zapewne teraz bawił sie dobrze opowiadając kumplom jak ją zdobył..

  • awatar .sorceress his the senses♥.: Zajebisty blog :D Szczerze mówiąc nie lubię takich długich opisów ale przeczytałam prawie wszystkie :) Wzięłam także parę zdjęć . +Wpadnij :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

Siedziała w autobusie którym właśnie jechała do szkoły.Mijały kolejne przystanki,osoby pchały sie po to aby tylko siąść i nie stać w przejściu.Natalia(bo tak miała na imię),patrzyła jak deszcz pada za oknem.Wtem zatonowszy w swoich myślach nie zauważyła nawet jak przysiadł się do niej pewien chłopak.Dopiero kiedy kaszlnął ta obudziła sie jakby ze snu i spojrzała w jego stronę. zauwazyła wnet że chłopak nosił bejsbolówkę na głowie a w uszach miał słuchawki które były tak głośne że ona nie mogła skupić się już dalej na swoich myślach.Dotkneła jego ramienia.On zdjął słuchawki i z wesołym głosem zawołał -hej,boisz się jeździć autobusem że chcesz mnie wziąć pod rączkę?. Powiedział to w taki sposób że Nati serce zabiło szybciej. Zdobyła się jednak na odwagę i odpowiedziała - Patrzyłam tylko czy jeszcze żyjesz...I prosze ścisz tą muzyke bo nie mogę sie skupić na własnych myślach. - A o czym tak myślisz? Powiedział po czym nachylił sie i szepnąl jej do ucha - Tylko nie mów że cierpisz za jakimś debilem. - A skad wiesz? - Bo widze smutek w twoich oczach. - Och...to nie tak. Odpowiedziała. - Wiesz jest tylu fajnych facetów myśl o nich a nie o tamtym - Fajnych? Phi..faceci sa do dupy. -Nie ,jeśli poznasz tego jedynego. Natalę zadziwił ten chłopak,a nawet zauważyła ze podoba jej sie.Zdobyła sie na odwagę i powiedziała - Wiesz masz chyba racje..już wiem o kim będę myśleć..- O a o kim to? Zdziwił sie chłopak. tym razem to ona sie nachyliła do jego ucha i mu szepneła. - O pewnym przystojniaku który ze mną siedzi. Po czym uśmiechneła sie tak niewinnie i słodko że chłopak nie wytrzymał,pochylił sie i mocno ją pocałował.Po długim pocałunku szepnął - Ja już przez dłuższy czas przyglądam sie tobie w tym autobusie.I każdej nocy o tobie myśle...Natalko